Yuu Watase „Fushigi Yuugi”

kategoria: manga | 4 sierpnia 2009 (23:01:36) | 4 komentarze

Na hasło „manga i anime” przed oczami stają mi radosne lata mojej nastoletniości, kiedy sensem życia, prócz buntu i muzyki metalowej, była właśnie ta część kultury japońskiej. Jak prawie z każdego młodocianego hobby, tak i z tego wyrosłam - tym szybciej, iż wówczas mangowa podaż była w Polsce bardzo niska, a w moim małym mieście już w ogóle trudno było cokolwiek zdobyć. Przetrwali najwięksi zapaleńcy, mnie mangowy boom na rynku komiksowym ominął i chociaż wiele tytułów znałam z recenzji publikowanych w czasopiśmie „Kawaii”, nie miałam pojęcia, że zostały u nas wydane.

Jednym z takich tytułów jest „Fushigi Yuugi”. Główną bohaterką jest Miaka Yuki, uczennica trzeciej klasy gimnazjum, zestresowana nadchodzącymi egzaminami i sfrustrowana brakiem porozumienia z matką. Jednego felernego dnia (a z drugiej strony - dosyć szczęśliwego) po sporej kłótni z rodzicielką, wybiega z domu i zrządzeniem losu trafia do biblioteki, gdzie na podłodze znajduje otwartą książkę. „Księga o świecie Czworga Bóstw” wciąga ją i to dosłownie - dziewczyna trafia do tytułowego świata, który będzie się kręcić właśnie wokół niej.

Jednego na pewno nie można odmówić Yuu Watase - talentu. Jej kreska jest bardzo ładna i przyjemna dla oka, a największą jej zaletą jest dbałość o szczegóły, widoczna zwłaszcza w ubraniach i budynkach. Z wizerunkami postaci jest już gorzej. Chwilami wydawało mi się, że bardziej charakterystyczne od głównych są postaci poboczne, epizodyczne, takie jak strażnicy pałacowi, przechodnie na ulicy czy zbóje na trakcie. Wszyscy bohaterowie są do siebie podobni i czytelnicy niewyrobieni z mangowym stylem mogą mieć problem nawet z odróżnieniem mężczyzny od kobiety. Osobiście nigdy nie mogłam zrozumieć tego upodobania do kobiecych mężczyzn (którzy koniecznie muszą mieć długie lśniące włosy), ale to bardzo częsta cecha mang skierowanych do dziewcząt, więc mogę przymknąć na to oko. Częściowo wynagradza to fakt, że Miaka zmienia uczesania co kilka rozdziałów, z czym się chyba jeszcze nigdy nie spotkałam.

Jeżeli chodzi o samą fabułę, to „Fushigi Yuugi” do mang wysokich lotów nie należy. Prócz przygód Miaki, która zostaje ogłoszona kapłanką Suzaku i musi znaleźć siedmiu wojowników, by ocalić cesarstwo Kounan, obserwujemy miłosne trójkąty i sercowe rozterki bohaterów. Trochę schematyczne, trochę przewidywalne, ale rozerwie i może nawet rozśmieszy. Jest to niewymagająca wysiłku lektura, która dobrze się sprawdzi w roli odskoczni od cięższych pozycji.

Po przeczytaniu 3 pierwszych tomów stwierdzam, że „Fushigi Yuugi” nie jest tym, czego szukam w mandze, jednakże cieszę się, że jej od razu nie skreśliłam (co chciałam zrobić po pierwszym tomie) i na pewno sięgnę po kolejne części.





Wcześniejsze wpisy